Ogórki kiszone chłodzone - sposób na przechytrzenie greckiego klimatu.

Ogórki kiszone - pychotka z Polski. Nie wyobrażam sobie zimy i lata nawet bez ogórków kiszonych. Ale tutaj w greckim klimacie mam z nimi sporo problemów.

Przede wszystkim polskie ogórki (krótkie, te na kiszone) nie bardzo lubią grecki klimat albo odwrotnie, w każdym razie nie współgrają ze sobą. Szybko atakuje je wilgoć, liście dostają plam a potem robią się szare i zamieniają w popiół. Przez 10 lat prób mogłam się cieszyć nimi ledwie miesiąc. Poza tym są gorzkie w smaku, kiszone są zjadliwe ale świeże to koszmar, wykręca język i co tylko w drugą stronę. Kolejny problem to kiszenie - w Polsce kisiłam ogórki i wychodziły mi bardzo dobre a tutaj to katastrofa. Robią się miękkie i gniją a smrodu nie da się opisać. Wypróbowałam wszystkie porady jakie znalazłam w internecie (bo Grecy oczywiście nie kiszą ogórków tak jak my), więc i sól bez jodu (przekopaliśmy niemal całą wyspę żeby ją znaleźć) i woda przegotowana i co tylko - bez rezultatu. Nadają się do jedzenia tak do dwóch tygodni ale nie ma mowy o przechowaniu ich do zimy.

Po latach prób doszłam do wniosku że winny jest klimat a mianowicie wysoka temperatura i z bólem serca postanowiłam więcej nie robić ogórków kiszonych ani nie uprawiać tej odmiany. Mojego męża też serce bolało z tego powodu bo polubił i wręcz pokochał nasze ogóreczki (zupę ogórkową również).

Ale chyba uratowała całą akcję ogórkową stara lodówka (przynajmniej mam taką nadzieję...). Ubiegłej zimy wynalazłam w internecie jak gostek zrobił inkubator ze starej lodówki. Mój mąż oczywiście się napalił bo do naszego zakupionego inkubatora wchodzi 30 jaj kurzych a do takiego z lodówki weszłoby ze 100, więc super sprawa. Pochwalił się pomysłem polskim wśród znajomych i jeden z nich dał nam a nawet przywiózł starą małą lodówkę na chodzie.

Nadeszła wiosna i czas siania czego się da a razem z sianiem znowu nadszedł temat ogórków kiszonych oczywiście. Lodówka jak dotąd stała i czekała na swoje dalsze przeznaczenie bo wiadomo - greckie siga, siga (powoli, powoli). I wtedy nas (chyba) olśniło... posialiśmy ogórki pod namiotem foliowym i wyobraźcie sobie że to działa! Kwitną i owocują do dziś dnia i żadna zaraza ani wilgoć jak dotąd ich nie dopadła. Poza tym słoiki po dwóch dniach od przygotowania lokujemy w starej działającej lodówce i póki co wyglądają dobrze. Mam wielką nadzieję że przetrwają w ten sposób greckie upały i będziemy się nimi delektować w zimie, trzymajcie kciuki! Oczywiście w lodówce kuchennej też mam plastikowe wiaderka 5 litrowe z ogórkami kiszonymi "na co dzień" i nic im się nie dzieje... podobno potrzeba jest matką wynalazków... czas pokaże. A swoją drogą, takie chłodzone też są dobre. A rośliny pod folią dalej kwitną i owocują pomimo 40 stopniowych upałów, więc jestem dobrej myśli. Jedynie co to darowana nam lodówka jest już pełna ale jeśli akcja się powiedzie jesteśmy w stanie kupić nową i dużą lodówkę na ogórki kiszone.